drozdzowki

GDZIE MOJA DROŻDŻÓWKA?! CZYLI O ZMIANACH DOTYCZĄCYCH ŻYWIENIA W SZKOŁACH.

W związku z nowelizacją z dnia 29 listopada 2014 r. ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (tj. z dnia 8 kwietnia 2015 r., Dz.U. z 2015 r. poz. 594), od 1 września 2015 r. dyrektorzy jednostek oświaty, przedsiębiorcy prowadzący tzw. „sklepiki szkolne”, osoby zajmujące się zbiorowym żywieniem dzieci i młodzieży, a także sami uczniowie (oraz zapewne w większości nieświadome swojej krzywdy przedszkolaki) stanęli przed nie lada wyzwaniem – w jaki sposób pogodzić smaczne ze zdrowym.

Wyzwanie to jak na razie okazuje się przerastać wszystkich. Problemem nie jest w tym przypadku bezpośrednio sama ustawa, ale wydane na jej podstawie Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach z dnia 26 sierpnia 2015 r. (Dz.U. z 2015 r. poz. 1256), (dalej jako: „Rozporządzenie”), które to określa jakie wymagania muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży oraz jakie środki spożywcze mogą być przeznaczone do sprzedaży w jednostkach systemu oświaty.

Zmiany w prawie od razu spowodowały niemałe zamieszanie i problemy dla dotychczasowych uczestników „obrotu żywnością” w szkołach. I tak, sprzedawcy twierdzą, że nie mają czym handlować, a to co jest dozwolone nie cieszy się żadnym zainteresowaniem; osoby przygotowujące posiłki na stołówkach, że nie da się podać takich dań, które smakowałyby dzieciom (bo nie można dodawać soli ani cukru); uczniowie są zmuszeni dodawać dodatkowy ser, szynkę oraz majonez do kanapek kupionych w szkole (co z niewiadomych przyczyn jest podobno „powszechnym” rozwiązaniem, wypierającym np. pomysł robienia takiej kanapki w domu); dyrektorzy jednostek oświaty skarżą się natomiast na nieustającą migrację uczniów, którzy na przerwach zasilają kasy okolicznych sklepów spożywczych, do których – co jasne – Rozporządzenie się nie odnosi.

Jak często bywa w takich sytuacjach, dokonane zmiany wzbudziły dużo kontrowersji i sporą falę krytyki, szczególnie ze strony osób, których nowe prawo dotyka bezpośrednio. Nie zawsze jednak krytyka ta jest w pełni uzasadniona.

Wydaje się, że co do zasady kierunek zmian przyjęty przez Ministerstwo Zdrowia jest słuszny. Pogłębiający się problem otyłości, spowodowany zarówno brakiem ruchu, jak i spożywaniem przez najmłodszych dużych ilości „jedzenia korporacyjnego” nafaszerowanego cukrem oraz solą, będzie (a pewnie już ma) swoje znaczne przełożenie na konieczność globalnej walki ze schorzeniem, jakim jest chorobliwa nadwaga. Nie w pełni do przyjęcia są także argumenty „głównych poszkodowanych”, którzy twierdzą, że Rozporządzenie uniemożliwia przygotowanie posiłków, które będą i smaczne i zdrowe. Wymaga to jednak od takich osób większego zaangażowania i przemyślenia, co na stołówkach ma być podawane. Co bowiem ciekawe, Rozporządzenie dużo mniejsze „spustoszenie” spowodowało w jednostkach oświaty do których uczęszczają najmłodsi, tj. przedszkoli. W wielu tego typu placówkach od dawna bowiem dokonywała się zmiana sposobu żywienia dzieci, polegająca na stosowaniu różnorodnych i zdrowych produktów, zmniejszeniu ilości „ulepszaczy” itd.

W debacie pojawiło się jednakże parę zasadnych argumentów krytykujących Rozporządzenie. Dziwi przede wszystkim tempo, w którym zostało ono przyjęte (co najprawdopodobniej miało związek z opóźnionym podjęciem nad nim prac). Oczywiście, zgodnie z wymogami prawnymi w trakcie jego tworzenia miały miejsce konsultacje publiczne, w ramach których można było składać uwagi do treści aktu, niemniej można odnieść wrażenie, że przez cały proces legislacji, nikt całościowo nie zastanowił się nad efektami jakie przyniesie Rozporządzenie oraz jakimi dokładnie limitami i ograniczeniami się ono posługuje.

I tak, rzeczywiście zasadnym wydaje się argument, że Rozporządzenie niepotrzebnie traktuje wszystkich na równi, w sytuacji gdy najbardziej surowe przepisy powinny dotyczyć najmłodszych, a w stosunku chociażby do uczniów szkół ponadgimnazjalnych, restrykcje te mogłyby być trochę mniejsze. Nie ulega bowiem wątpliwości, że przeciętny uczeń np. liceum ogólnokształcącego jest dużo bardziej świadom tego co spożywa, potrzeby jego organizmu są inne niż u 6-latka, a tryb dnia szkolnego nie pozwala często na spokojne zjedzenie zdrowego posiłku. Absurdem stał się m.in. zakaz sprzedawania kawy (brak wskazania w pkt 14 Załącznika nr 1 do Rozporządzenia), lub tytułowej drożdżówki, o której powrót „batalię” miała ostatnio stoczyć Minister Edukacji Narodowej.

Niektóre z zapisów Rozporządzenia wskazują także na częściowe oderwanie jego twórców od rzeczywistości i brak zrozumienia potrzeb jego beneficjentów. Nie widomo bowiem czemu ma służyć ograniczenie pojemności opakować suszonych owoców do 100 g lub też zakaz sprzedaży napojów (w tym warzywnych) w opakowaniach przekraczających swoją zawartością 330 ml produktu. Ciekawa kwestia powstał także w odniesieniu do stosowania w żywieniu warzyw konserwowych, których zawartość soli na 100 g produktu nie może przekraczać 0,12 g sodu (w przybliżeniu 0,3 g soli). Problem kryje się jednakże w tym, że w stosunku do warzyw konserwowych, sól jest stosowana jako środek konserwujący – w większości pozostający w zalewie – konieczny do zachowania jakości produktu. Nie zmienia to jednak faktu, że samo spożywanie warzyw konserwowych (szczególnie w okresach zimowych), powinno się mieścić w ramach zdrowego odżywiania.

Jaki będzie dalszy los Rozporządzenia? To na razie ciężko określić, chociaż już pojawiają się głosy nad koniecznością podjęcia prac w celu jego zmiany.

Co zatem powinni robić ci, których Rozporządzenie dotyczy? Przede wszystkim próbować się do niego dostosować. Możliwe bowiem, że Rozporządzenie stanowić będzie dodatkowy bodziec dla inwencji sprzedawców, którzy w miejsce zabronionych produktów znajdą i umieszczą w ofercie inne, zarówno spełniające wymogi Rozporządzenia jak i cieszące się zainteresowaniem.

Tych, którzy jednak będą próbowali obejść nowe przepisy należy przestrzec przed możliwymi konsekwencjami. W tym zakresie należy powrócić do przepisów znowelizowanej ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

W zakresie bezpośrednich konsekwencji dla sprzedawców oraz organizatorów zbiorowego żywienia ustawa przewiduje w art. 103 ust. 1 pkt 8-10 ustawy kary pieniężne w wysokości do 30-krotnego miesięcznego wynagrodzenia, przy czym art. 104 ustawy dookreśla, że wysokość kary nie może być niższa niż 1.000,00 a wyższa niż 5.000,00 zł. W uzasadnieniu do projektu ustawy wskazano, że kary te nie mają mieć charakteru sankcyjnego, a być bardziej czynnikiem dyscyplinującym, dlatego tez ich wysokość „nie jest duża” (co już jest oczywiście pojęciem względnym).

Nie jest to jednakże jedyna konsekwencja dla tych podmiotów. Zgodnie bowiem z art. 52c ust. 5 ustawy, w sytuacji korzystania z niedozwolonych środków spożywczych, dyrektorzy placówek oświaty są uprawnieni do rozwiązania, bez zachowania terminu wypowiedzenia, umowy z podmiotem prowadzącym sprzedaż środków spożywczych lub działalność w zakresie zbiorowego żywienia dzieci i młodzieży, bez odszkodowania.

Podsumowując, nie ulega wątpliwości, że pomimo objęcia prawidłowego kierunku, Ministerstwo Zdrowia wydało akt, który nie w pełni realizuje swoje założenia i jest standardowym przejściem ze skrajności w skrajność. Należy mieć jednak nadzieję na możliwe zmiany jego treści, które zostaną wprowadzone przy udziale wszystkich zainteresowanych stron.

zdjęcie artykułu – źródło: www.polskieradio.pl

Aplikant adwokacki. Specjalizuje się w prawie handlowym i korporacyjnym, prawie cywilnym oraz prawie ubezpieczeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *